O tym, że wysoka samoocena raczej pomaga w życiu, aniżeli przeszkadza, wiedziałam od zawsze. Ale chyba tak naprawdę do końca nie rozumiałam tego. Było mi wstyd być pewną siebie, mieć własne zdanie. Wydawało mi się to takie niegrzeczne i nie na miejscu. Wolałam być miła, by nikomu nie przyszło do głowy, że mam kręgosłup i potrafię głośno powiedzieć „nie”. Myślałam, że w ten sposób ludzie będą mnie bardziej lubili i szanowali. A już z całą pewnością nie będą chcieli mnie skrzywdzić. Oh, jak bardzo się myliłam! Nie, nikt nie lubi osób, które są miłe aż zanadto, i nie, nie szanują kogoś, kto sam siebie nie szanuje. Prosta zasada: traktuj siebie tak, jak chcesz, by inni Ciebie traktowali. Ludzie to odczytują – nasz własny stosunek do siebie. Gdybym to wiedziała wcześniej…
Jeszcze jakiś czas temu żyłam w tym złudzeniu. Wtedy to, co nazywałam „byciem miłym”, dziś nazywam słabością. I wiem, że to wynikało z mojego strachu przed tym, iż mogę zostać skrzywdzona przez innych. Dlatego zakładałam gruby pancerz w postaci mojego uśmiechu i łagodności, który miał ochronić miękkie i delikatne wnętrze.
Dziś zdecydowanie wybieram inną drogę. Oczywiście, staram się być życzliwa, pogodna w stosunku do innych ludzi, kulturalna, ale nie kosztem mojego dyskomfortu. Dziś jest mi o wiele łatwiej powiedzieć pani w sklepie, że coś mi nie pasuje odnośnie kwoty na paragonie, i stać z nią nawet 15 minut, wyjaśniając to, kosztem większej kolejki za mną i naburmuszonych klientów, którzy w tym momencie bynajmniej nie myślą o tym, jaka jestem wspaniałomyślna i dokładna. Albo nie reagować na uwagi pewnej pani w autobusie, której własna skromność nie pozwoliła na niezwrócenie mi uwagi odnośnie tego, czy usiadłam na prawidłowym miejscu jej zdaniem. Już mnie to nie rusza. Wiem, że nie muszę odpowiadać na wiadomość mojej szefowej po pracy. Po prostu mogę nie reagować na to wszystko, co mi nie odpowiada lub wywołuje u mnie nawet niewielki dyskomfort.
Mam ten luksus odmawiania lub niereagowania na tego typu zdarzenia choćby dlatego, iż wiem, że jestem dobrym człowiekiem, i jeżeli nawet popełnię błąd, jestem pewna, że kierowałam się dobrymi intencjami. Nawet czyjaś krytyka mojego zachowania nie jest w stanie zepsuć mi humoru. Ja sama oceniam moje postępowanie, nie oddam tego prawa komuś innemu. Dlaczego miałabym uzależniać swoje samopoczucie od kogoś? Nie pozwolę wpędzić siebie w poczucie winy albo mieć wyrzuty sumienia.
Konkluzja z tego będzie taka: staraj się postępować dobrze, życzliwie, mając na uwadze dobro drugiego człowieka, a powodów do wyrzucania sobie… będzie zdecydowanie mniej.