Jeszcze trzy miesiące temu byłam gotowa przejść operację plastyczną nosa. Dziś już nie. Dlaczego? Po pierwsze – zmieniłam priorytety. Chcę założyć własną działalność. Chcąc nie chcąc, muszę oszczędzać, a wydatek bagatela kilkunastu tysięcy złotych byłby nieco nie na miejscu przy założonym planie oszczędzania.
Drugim powodem było zrozumienie, że w ogólnym rozrachunku ja nie chcę takiej zmiany. W momencie, kiedy się na to zdecydowałam, każdy mój dzień był podporządkowany myślom o operacji. U każdego zwracałam uwagę głównie na nos, śledziłam grupy na temat plastyki. Trwało to pół roku, ponieważ operację miałam mieć planowo rok później, więc ten czas jeszcze bardziej potęgował stres.
Co takiego zmieniło się od momentu, w którym zdecydowałam o rezygnacji? Zrozumiałam coś ważnego: moje życie nie zmieni się za sprawą tej jednej rzeczy. To nie spowoduje, że z dnia na dzień znajdę idealnego partnera. Okej, nie mogę tego wiedzieć do końca, bo jednak nie mam mniejszego nosa. Zdecydowanie zbyt dużo nadziei pokładałam w tej niewielkiej zmianie. Wraz z mniejszym nosem liczyłam na to, że przybędzie mi pewności siebie i odwagi w relacjach z mężczyznami.
Dlaczego teraz uważam inaczej? Ponieważ odkąd popracowałam nad własnym charakterem, mój własny nos przestał jakimś cudem mi przeszkadzać. Po prostu staram się być otwarta, uśmiechnięta, szczera. To, co bije ode mnie z wnętrza, nie da się poprawić żadną operacją. I jeżeli byłabym nieszczęśliwa, przepełniona smutkiem i goryczą, to choćbym wyglądała jak modelka z pierwszych stron gazet, wiem, że nikogo nie zainteresowałaby moja osoba, ponieważ nie miałabym ciekawej osobowości.
To w niej się zakochujemy, w tym, jaki jest człowiek, a nie jak wygląda. I nie zaprzeczę, że wygląd nie jest ważny, bo jest, ale nie jest warunkiem koniecznym do szczęśliwego przeżywania własnego życia. Jeżeli nawet mężczyzna zainteresuje się nieskazitelnie piękną kobietą, ale po pierwszych dwóch minutach rozmowy ona nie będzie reprezentowała sobą niczego ciekawego i wartościowego, to z całą pewnością wygląd nie pomoże. No chyba że do łóżka – tam akurat nie potrzeba mieć charakteru.
Być może wrócę jeszcze do tematu operacji za parę lat, nie wiem, ale na tę chwilę pasuje. Można powiedzieć, że stchórzyłam – jest mi to obojętne. Pewna jestem tego, że jeżeli ponowię swoje pragnienie, to będzie ono wynikało bardziej z mojego widzimisię aniżeli z konieczności.